Witam Czytelników i wszystkich pozostałych.

Czytelników zapraszam również na moją stronę wwww.mariannocon.pl , jak i na FaceBook-a (Autor Marian.A.Nocoń)

Pozdrawiam


Marian A.Nocoń

sobota, 7 grudnia 2013



PORYW.
Pisząc treści będące z dala od tego, co się dzieje za oknem, usłyszałem szum wiatru. Wyjrzałem z za firany i moim oczom ukazały się nisko pochylone gałęzie krzaków oświetlone żółtawym światłem latarni. 
- Jak dobrze być tutaj. – pomyślałem o ciepłym i jasnym pokoju.
Mój wzrok zatrzymał się na pożółkłej fotografii tatrzańskiego Zawrata, na którym brat dzisiejszego Orkana - Halny, nie powstydziłby się czynionych ze mną i kolegą harców na śmierć i życie. Nie były to igraszki podmuchów zatrzymujące spóźnionego przechodnia z czerwoną czapeczką i dużym workiem na plecach. A impet lokomotywy łamiący paznokcie przytrzymujące się resztką sił wygładzonych krawędzi kamienistej grani.
I pomyśleć, że nic na to nie wskazywało kwadrans wcześniej, ani później. Jedna, szybko napływająca chmura, która zasłoniwszy słońce, przytaszczyła ze sobą masę powietrza uderzającą o ścianę szczytu.
Potem ledwie się położyliśmy, a błyskawicznie narastająca struga wiatru, przefrunęła nad nami próbując po drodze zabrać ze sobą. Chyba tylko lotniarz to czuje, co my wtenczas: oderwało mnie od skalnego podłoża unosząc na kilka, kilkanaście centymetrów. Czułem wiatr pod sobą i pomiędzy plecami a ciężkim plecakiem. Chyba tylko krzyk sprawił, że opadliśmy z powrotem.
Chyba mnie poniosło…  
m.a.n.  

sobota, 3 sierpnia 2013

Cyrk.



     Niedawno wylądował obok nas cyrk. Taki prawdziwy, z namiotem i słoniami. W przeciwieństwie do innych cyrków był dobrze zorganizowany. Wczesnym porankiem usłyszałem dawno nie spotykane metaliczne dźwięki charakterystyczne dla kowalskich młotów, wydobywających się ze śródmiejskiej łąki, w miejsce brzęczenia i świerszczenia.
Ponieważ radiowa rozgłośnia już dawno zrezygnowała z takiego sygnału, więc chłonąłem wszystko co się z nimi łączyło: naprzemienność i siłę uderzeń, echo odbijające się od domów oraz jęki wysiłku towarzyszące pracy.
Choć zwykle jeszcze podsypiam, o tej porze wstałem zmobilizowany czyjąś pracą o tak rzadkim już wydźwięku, niemal symbolicznym, który został zdominowany warkotem przeróżnych silników wyręczających czyjeś mięśnie, nawet w prozaicznych zajęciach, jak odkurzanie tapicerki ukochanego samochodu, nie wspominając o koszeniu trawy. 
Szybciutko powstał główny maszt dźwigający tony materiału, ale tu już czysty etos  pracy został przyćmiony cichą pracą wyciągarki i być może, aby ją zagłuszyć i podtrzymać wrażenie pracy rąk, dały się słyszeć wiązanki łaciny kuchennej, której nie powstydziliby się mistrzowie tej mowy. Jednym słowem szybko wywiało mnie z balkonu do pokoju, a gdy wróciłem, wśród ciszy stał okazały namiot otoczony 16-tonowymi wozami tworzącymi  swoiste ogrodzenie.
- Ale cyrk! – nieraz słyszymy w komentarzu na różne sytuacje lub wydarzenia nas otaczające o wysokiej nieraz randze.
- O nie! – zaprotestuję, mając na uwadze jak próbują przeżyć cyrki w obecnym, scyfryzowanym  świecie.
Sam widziałem, jak powstał w ciągu dwóch godzin, stał 9 godzin,  w ciągu których artyści dali dwa występy i znikł w ciągu kolejnych dwóch.
Chciałbym, by tak funkcjonowało wiele rzeczy w naszym kraju jak ten cyrk. Chyba, że ktoś ma inne zdanie na ten temat.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Echa Powstania Warszawskiego.

Napiszę coś co jest z pozoru wyświechtanym frazesem, ale nieraz los krzyżuje ludzkie ścieżki w zaskakujący sposób.
Dzisiejszy dzień upamiętniający Powstanie Warszawskie od pewnego czasu stał mi się bliższy aniżeli bym mógł przypuszczać. Otóż piszę pewnej starszej Pani wspomnienia z jej życia, których kilka kart jest poświęconych jej udziałowi w tych tragicznych czasach.
Dostąpiłem zaszczytu usłyszenia żywych relacji z tamtych czasów z ust świadka, który tylko nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności przeżył tamte czasy. Jej spostrzeżenia i refleksje po latach pokazują na ile "człowieczy los" zależy od przypadku, szczęścia, zaangażowania oraz zachowania innych. Traumatyczne przeżycia, których nie chcielibyśmy przeżyć nawet w snach, a jednak pozostała osobą pogodną, wręcz wesołą - zawsze niosąca pomoc innym. Może dlatego przeżyła?

czwartek, 11 lipca 2013

Bieg wydarzeń.

Można powiedzieć, że kończę kolejną powieść, a wraz z jej bohaterami zwiedziłem wiele ciekawych miejsc ( podobnie jak w poprzednich ) i poznałem szereg interesujących tematów, które bym nie poznał, gdyby nie bieg wydarzeń powieści.
Ale taką ciekawostką mógłbym rzec  była chęć przejścia do momentu wyjaśniania scen początkowych, gdy tymczasem przez kilka wieczorów dochodziłem do tego miejsca budując napięcie i pokazując emocje.To tak jakby się chciało zjeść rodzynkę w cieście zjadając po kolei kawałki ciasta jej pozbawione.  

niedziela, 23 czerwca 2013

Zarządzanie czasem.

Nie poruszę tematu z zakresu menedżerskiego, a krótkim opisem ostatnich godzin, w trakcie których postanowiłem zrobić kilka spraw. Wpierw zrobiłem kilka zdjęć księżyca na tle chmur, które nadały trochę upiornej atmosfery - będzie dobrą ilustracją do mojego horroru, który chcę napisać w przyszłości.
Północ zbliżała się szybkimi krokami, a zamierzałem jeszcze napisać jedną scenę ostatniej powieści rozgrywającej się akurat w Paryżu.
Ani się nie obejrzałem, jak stawiając kropkę, umknęła mi godzina.
Rankiem postanowiłem nadrobić "stracony czas" na robienie nocnych zdjęć i napisałem kolejną scenę. Potem proza życia ( śniadanie i inne obowiązki domowe ), po których pisze ten tekst. Muszę się śpieszyć, aby zdążyć jeszcze ukończyć filmik na YouTub ze zwiastunem drugiej powieści - mając nadzieję, że zmobilizuje on wydawcę do jej włączenia do planu wydawniczego. Ale króciutko, gdyż Dzień Ojca zobowiązuje.
Po powrocie, wieczorem, korzystając z ciszy nocnej, napiszę kolejną scenę. Za kilkanaście scen mam zamiar ukończyć wersję roboczą. A w tygodniu sprawy zawodowe, rodzinne i nieprzewidywalne. Gdy będę miał wolne, choćby pół godziny, napiszę dla Was kolejną scenę. Z czasem czytając je może przypomni się Wam ten fragment.  

wtorek, 28 maja 2013

Barceloński korytarz



BARCELOŃSKI KORYTARZ
                … Idąc korytarzem dla pilotów barcelońskiego lotniska, nie miał już wątpliwości, że jest śledziony.
- Skąd mogli wiedzieć, że jestem w Europie? – zastanawiał się szukając punktu zaczepienia. – Czyżby na marne miał pójść mój wysiłek?
Analizę przerwał cichy trzask zamykanych drzwi odgradzających korytarz od głównego holu lotniska.
- Pilot, czy agent? – próbował zgadnąć znikając za kolejnym zakrętem.
Nacisnął klamkę pierwszych drzwi mijanych po drodze, ale te nie stanęły przed nim otworem. Po przeciwnej stronie także. Kroki za plecami, choć ciche, przyśpieszały. Pusty korytarz był dobrym miejscem do jego likwidacji on jednak nie miał zamiaru tego ułatwiać swojemu prześladowcy i skoczył do następnych drzwi usytuowanych z boku korytarza.
- Co jest?! – syknął zastając trzecie, zamknięte wejście do kolejnego pomieszczenia. – Święta mają, czy co? – próbował uspokoić nerwy w komplikującej się sytuacji, jak miał w zwyczaju robić to na polu walki.
Przed sobą zobaczył kolejny zakręt, do którego miał z kilkanaście metrów i jak ocenił – wystarczająco blisko, aby zdążyć się schować zanim tamten zdąży go zobaczyć. Znikając za rogiem korytarzyka, rzucił okiem za siebie:
- Czysto. – stwierdził Max łapiąc oddech.
Chwila wyczekiwania pełnego napięcia w mgnieniu oka zmieniła jego ciało w maszynę  i gdy blady cień był wystarczająco szeroki, wystawił błyskawicznie głowę. W ułamku sekundy jego oko zdążyło zarejestrować w mózgu ruch sylwetki składającej się do strzału. Wyrzut swego ciała na przeciwległą ścianę zamortyzował wyciągniętymi dłońmi, natomiast uderzając w nią barkiem, kosił już nogą dwie inne kończyny zaskoczonego osobnika pozbawiając go tym samym równowagi, a przez to zmuszając także do wyrzucenia przed siebie złożonych na rękojeści rąk. Padł stłumiony wystrzał, po którym kula trafiła w ścianę robiąc parocentymetrowy otwór w odpryskującym tynku, który musiał trafić tamtego w oczy, gdyż zaraz potem przysłonił je ręką.
Max, jako były komandos, potrafił dobrze wykorzystać ten traf i wstając, niczym lew skoczył tamtemu na plecy uderzają dłonią w jego kark. Głowa prześladowcy opadła bezwładnie. Sprawdził puls, który nie zanikł. Wtedy dopiero usłyszał hałas biegnących gdzieś za zakrętem ludzi. Nie miał zamiaru sprawdzać, co to za jedni. Dobiegł do końca krętego korytarzyka wpadając na drzwi z napisem „Wyjście”. Silne kopnięcie nogi w poprzeczną poręcz utorowało mu drogę na płytę lotniska, gdzie miał stać jego samolot.
( epizod na podstawie drugiej, nie opublikowanej powieści Mariana Nocoń ).

sobota, 13 kwietnia 2013

TRZY PODRÓŻE JEDNEGO TYTUŁU.



Żywy kontakt z moimi Czytelnikami oraz zwykły przypadek sprawiły, że poznałem szereg historyjek związanych z moją książką. Oto trzy z nich:
1.    Kiedy nastolatek kupował drugi egzemplarz ucieszyłem się, że wśród młodzieży książka zdobywa popularność. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość zapytałem o cel zakupu – będąc przekonany, iż wyniknął on z chęci sprawienia komuś prezentu.
Okazało się jednak, że pierwszy egzemplarz zaniósł do szkoły, gdzie pożyczyła go nauczycielka, która chwilę potem pozostawiła książkę w pokoju nauczycielskim i to wystarczyło, by ktoś zdążył ją ukraść. Rozkwit czytelnictwa?
2.    Pewna Czytelniczka poprosiła mnie o dedykację na osobnej kartce. Nie często to robię, jednak w tym przypadku uzyskała moje pełne zrozumienie.
Otóż wcześniej dokonała zakupu mej książki poprzez jeden z popularnych portali aukcyjnych. Kierowała się przy tym opisem sprzedającego gwarantującego dedykację autora. I zapewne nigdy bym się o tym nie dowiedział ( jak o setkach innych ), gdyby nie okazało się, że dedykacja była, ale… napisana dla kogoś innego. Jak sobie przypomniałem, dedykowałem tamtą książkę kiedyś mojemu koledze z pracy, któremu podarowałem ten egzemplarz. Ot ludzkie, drugie życie powieści.
3.  W okresie wakacyjnym, w ciągu kilku dni, otrzymałem sporą ilość komentarzy czytelniczych. Zastanowiło mnie to, gdyż nieco wcześniej nie było żadnej promocji, konkursu, wieczoru autorskiego, czy też kiermaszu książkowego. Ale w gruncie rzeczy zrobiło mi się przyjemnie, że sprzedaż się rozwija.
Po tygodniu spotkałem się ze znajomym, który wrócił z wakacji. Zwierzył się mi, że przez połowę turnusu wciąż lało. A że wziął książkę dla nadrobienia zaległości w lekturze, szybko ją przeczytał i pożyczył  dalej. Wróciła do niego kiedy wyszło słońce. Był to rekord czytelniczy jednego egzemplarza, o którym wiem. W końcu reklama kosztuje. 
Marian A. Nocoń

niedziela, 3 lutego 2013

Aktualności.

Witajcie.
Jakiś czas temu zacząłem umieszczać na FaceBook-u mokropowiadania, z których pierwsze umieściłem na stronie autorskiej ( www.1ksiazka.eu ). Obiecuję, że nastepne też tam się znajdą.
     
    Na podstronie "ciekawostki" umieściłem filmik o mojej drugiej powieści. Miał wyjść w wersji rozszerzonej po wydaniu papierowym, ale życie jest trwardsze i na razie częściej czytam lub słyszę, że: "nie zmieściłem się na tegorocznej liście wydawniczej". Będę szukał innych dróg, bo już trzecia puka do drzwi.

Pozdrawiam
Marian Nocoń