Witam Czytelników i wszystkich pozostałych.

Czytelników zapraszam również na moją stronę wwww.mariannocon.pl , jak i na FaceBook-a (Autor Marian.A.Nocoń)

Pozdrawiam


Marian A.Nocoń

niedziela, 5 kwietnia 2015

Świąteczna chwila

Witajcie.
Korzystając ze świątecznej chwili życzę Wam, abyście w tej Święta Wielkanocne też znaleźli dla siebie i swoich Bliskich czas, czas na refleksję tego święta i swoje życie, a przede wszystkim wesołych i zdrowych!
Mam też nadzieję, że ostatni materiał nad którym intensywnie pracuję, trafi do Waszych rąk w II-giej połowie tego roku.

Pozdrawiam
Marian A. Nocoń

piątek, 30 stycznia 2015

Refleksja

Miniona rocznica wyzwolenia obozu w Oświęcimiu, przypomniała mi własny fragmencik doznań z tego miejsca. Zapewne pisząc wspomnienia Bohaterki, której fragment przeżyć także zahacza o ludobójstwo (fragment poświęcony rzezi na warszawskiej Woli) mam na to teraz bardziej wyczulone spojrzenie.
Otóż w wieku szkolnym, wiele lat temu, zwiedzaliśmy z klasą obóz zagłady w Auschwitz-Birkenau. Byłem tam wtedy po raz drugi.
Mając godzinę czasu do odjazdu pociągu pozostawiono nam swobodę i w tym czasie poszedłem wzdłuż toru w kierunku bramy obozowej.Minąwszy ją oraz trzy ocalałe baraki poszedłem w głąb obserwując dziesiątki lichych fundamentów pozostałych po zniszczonych nadbudówkach.
Było cicho, ciepło-wiosennie. 
Usiadłem na rogu jednego z nich i sięgnąłem po niewielką gałązkę, aby jak to chłopak,pogrzebać trochę w ziemi w nadziei na znalezieniu czegoś.Kiedy koniec patyka ugrzązł na czymś twardym, podważyłem go. Wyskoczył, mały kamyk. Chcąc go obejrzeć z bliska, dostrzegłem zamiast niego fragment kości ledwie wystający nad powierzchnię ziemi.
Zerwałem się na równe nogi i z przerażeniem zobaczyłem, ile dzieli mnie drogi powrotnej, drogi być może usłanej szczątkami więźniów.
Stąpałem ostrożnie dochodząc do pierwszego ze stojących baraków. Potem już biegłem, aby jak najszybciej znaleźć się poza bramą. Dopiero tam obejrzałem się za siebie.
Marian A. Nocoń

niedziela, 26 października 2014

TARGI KSIĄŻKI 2014 W KRAKOWIE.



Mając za sobą kilkuletnią już tradycję odwiedzania tej imprezy - trafiłem na Międzynarodowe Targi Książki     w Krakowie. Spotkanie autorskie z Czytelnikami zobowiązuje, ale jest też dobrą okazją do porozmawiania na temat Waszych wrażeń po przeczytaniu tego, co napisałem lub też jak powstawało.
   
Za każdym razem jest inaczej i wciąż jestem zaskakiwany interesującymi tematami, oczekiwaniami, wskazówkami, spostrzeżeniami, które są dla mnie bardzo ważne. Nie po to, by lepiej kokietować Czytelników, ale doskonalić swój warsztat, wybierać tematykę, sprawdzać skuteczność intencji autorskiej z jej odbiorem.
   Sobotni pobyt obfitował także w planowane, niespełnione i przypadkowe spotkania           z Pisarzami, Poetkami, Wydawcami i Dystrybutorami oraz Znajomymi.  
    Widząc obfitość Wystawców, Pisarzy, Czytelników, tytułów i książek, jestem za każdym razem podbudowany tą rzeszą czytelnictwa w Polsce, nad którą tyle ostatnio utyskiwań. Częściej też było słychać pytania o książki polskich autorów.  
    Z satysfakcją dodam, że sześciogodzinny pobyt przemknął z prędkością wartkiej akcji powieści sensacyjnej i zanim się obejrzałem musiałem pożegnać tą targową atmosferę      z książką u boku oczywiście.
Zatem do następnego roku!

Pozdrawiam Was drodzy Czytelnicy.
Marian A. Nocoń 

piątek, 24 października 2014

Spotkanie autorskie 25.10.14 w Krakowie na Targach Książki.

Witajcie.

Jak wielu z Was, wybieram się także na Targi Książki w Krakowie. Będzie sposobność na spotkanie się jutro tj. 25.10.14 w hali "Wisła", na stoisku C29 w godzinach: 15.50 - 16.20.
Zapraszam, chętnie Was poznam drodzy Czytelnicy.

Do zobaczenia.
Marian A. Nocoń
http://targi.krakow.pl/pl/strona-glowna/targi/18-targi-ksiazki-w-krakowie/o-imprezie.html

poniedziałek, 1 września 2014

1 września 1939

W rocznicę wybuchu II wojny światowej udostępniam mały fragment wspomnień świadka tamtych chwil, który zawarty został w przygotowywanej do wydania na początku przyszłego roku mojej książki:

  "Pierwszego września dopiero, co została nadana wiadomość o napaści Niemiec na Polskę, a zaraz po niej zrzucono bomby na okolice Kielc. Spadła wówczas też jedna bomba na dom w samym mieście - akurat budynek mojego stryja, wyrządzając mu spore szkody. Był to zresztą jedyny dom mieszkalny w tym mieście trafiony bombą w trzydziestym dziewiątym. - podkreśliła świadek tamtych dni, kontynuując. - Bomby wprawdzie skierowane były przez Niemców na stację kolejową, jednak jak widać, tamtą zrzucili niecelnie. Jak na ironię, mój stryj mający dom niedaleko tej stacji, kupił go nieco wcześniej po sprzedaży dotychczasowego w Bydgoszczy, gdyż bał się, że tamten położony blisko granicy niemieckiej, naraża go na zbyt duże niebezpieczeństwo.  

- Czysty przypadek? – zastanowiłem się tylko na moment, bo już moje ucho zaczęło wyłapywać dalsze słowa niesamowitej opowieści z barwnego życia Pani Ireny."
  
Jak się zachowała w tych chwilach mała, lokalna społeczność? Przyszły Czytelnik być może będzie zaskoczony, jednak takie były fakty, o czym będzie się można dowiedzieć z dalszego tekstu, który najprawdopodobniej w przyszłym roku zostanie wydany w formie książki. Wiele innych faktów tła historycznego, w którym przyszło żyć Bohaterce tych wspomnień, zostanie przedstawione oczyma młodej dziewczyny.
Polecam
Autor. 

piątek, 22 sierpnia 2014

„NOC NOCY NIE RÓWNA”



Tuż przed północą odprowadzaliśmy z urodzin wujka i kilkoro członków rodziny na autobus. Humory dopisywały, w głowie szumiało, śmialiśmy się, więc z własnych dowcipów. Śnieg już leżał i było mroźno. Toteż mocno współczuliśmy pancerniakom, którzy skądś się znaleźli na naszej drodze przejeżdżając liczną kolumną w poprzek dużego ronda wojewódzkiego miasta.
Chcąc dodać im otuchy pomachaliśmy wierząc, że jadą na manewry. Jednak patrzyli na nas śmiertelnie poważni, aż w końcu jeden z siedzących we włazie wieżyczki, pogroził nam palcem w czarnej rękawiczce.
Zeszliśmy do podziemia, pod rondem. Dalszą drogę na przystanek i z powrotem do domu przeszliśmy bez przeszkód. Ulice były opustoszałe, ale nie dziwota w końcu była pierwsza w nocy. Wesolutcy położyliśmy się spać. Rano, nie mogłem nic znaleźć w telewizorze. Dopiero później usłyszeliśmy złowieszcze słowa generała.
W poniedziałek, poszedłem po ciemku do pracy na szóstą, a tu już na bramie napięcie. Mnóstwo nieznanych ludzi, a najmniej ważnymi byli strażnicy, którym nikt dotąd nie chciał się narażić. Wszedłem i zostałem … dwie doby.
Ostatnia noc była niezapomniana. Tuż po zmierzchu pełna mobilizacja. Barykady, łącznicy, kaski i coś twardego w dłoniach. Warty, jak w harcerstwie. Jednak z każdą godziną dochodziły do nas coraz gorsze informacje. Koło osiemnastej, czekaliśmy na tych, co mieli nas odwiedzić z „Wujka”. Kilka odpartych ataków podkręcało adrenalinę. Kiedy jednak ogrodzenie pokonały czołgi i zaczęto strzelać, pobiegłem za innymi.
Jeszcze tej nocy, sterroryzowani, prowadzeni na rozstrzelanie, jak wynikało z rozmowy sierżanta z porucznikiem, zostaliśmy odwiezieni na komendę. Wracałem do domu rano, po „ścieżce zdrowia” i wielogodzinnych przesłuchaniach, w trakcie, których mogłem stracić studia i zyskać fundowany obóz dla internowanych. Dygocąc z zimna i nerwów od ciągłych zatrzymań przez patrole, wszedłem do ciemnej klatki schodowej.
W ciągu trzech nocy zmienił się mój świat.