Witam Czytelników i wszystkich pozostałych.

Czytelników zapraszam również na moją stronę wwww.mariannocon.pl , jak i na FaceBook-a (Autor Marian.A.Nocoń)

Pozdrawiam


Marian A.Nocoń

wtorek, 28 maja 2013

Barceloński korytarz



BARCELOŃSKI KORYTARZ
                … Idąc korytarzem dla pilotów barcelońskiego lotniska, nie miał już wątpliwości, że jest śledziony.
- Skąd mogli wiedzieć, że jestem w Europie? – zastanawiał się szukając punktu zaczepienia. – Czyżby na marne miał pójść mój wysiłek?
Analizę przerwał cichy trzask zamykanych drzwi odgradzających korytarz od głównego holu lotniska.
- Pilot, czy agent? – próbował zgadnąć znikając za kolejnym zakrętem.
Nacisnął klamkę pierwszych drzwi mijanych po drodze, ale te nie stanęły przed nim otworem. Po przeciwnej stronie także. Kroki za plecami, choć ciche, przyśpieszały. Pusty korytarz był dobrym miejscem do jego likwidacji on jednak nie miał zamiaru tego ułatwiać swojemu prześladowcy i skoczył do następnych drzwi usytuowanych z boku korytarza.
- Co jest?! – syknął zastając trzecie, zamknięte wejście do kolejnego pomieszczenia. – Święta mają, czy co? – próbował uspokoić nerwy w komplikującej się sytuacji, jak miał w zwyczaju robić to na polu walki.
Przed sobą zobaczył kolejny zakręt, do którego miał z kilkanaście metrów i jak ocenił – wystarczająco blisko, aby zdążyć się schować zanim tamten zdąży go zobaczyć. Znikając za rogiem korytarzyka, rzucił okiem za siebie:
- Czysto. – stwierdził Max łapiąc oddech.
Chwila wyczekiwania pełnego napięcia w mgnieniu oka zmieniła jego ciało w maszynę  i gdy blady cień był wystarczająco szeroki, wystawił błyskawicznie głowę. W ułamku sekundy jego oko zdążyło zarejestrować w mózgu ruch sylwetki składającej się do strzału. Wyrzut swego ciała na przeciwległą ścianę zamortyzował wyciągniętymi dłońmi, natomiast uderzając w nią barkiem, kosił już nogą dwie inne kończyny zaskoczonego osobnika pozbawiając go tym samym równowagi, a przez to zmuszając także do wyrzucenia przed siebie złożonych na rękojeści rąk. Padł stłumiony wystrzał, po którym kula trafiła w ścianę robiąc parocentymetrowy otwór w odpryskującym tynku, który musiał trafić tamtego w oczy, gdyż zaraz potem przysłonił je ręką.
Max, jako były komandos, potrafił dobrze wykorzystać ten traf i wstając, niczym lew skoczył tamtemu na plecy uderzają dłonią w jego kark. Głowa prześladowcy opadła bezwładnie. Sprawdził puls, który nie zanikł. Wtedy dopiero usłyszał hałas biegnących gdzieś za zakrętem ludzi. Nie miał zamiaru sprawdzać, co to za jedni. Dobiegł do końca krętego korytarzyka wpadając na drzwi z napisem „Wyjście”. Silne kopnięcie nogi w poprzeczną poręcz utorowało mu drogę na płytę lotniska, gdzie miał stać jego samolot.
( epizod na podstawie drugiej, nie opublikowanej powieści Mariana Nocoń ).

sobota, 13 kwietnia 2013

TRZY PODRÓŻE JEDNEGO TYTUŁU.



Żywy kontakt z moimi Czytelnikami oraz zwykły przypadek sprawiły, że poznałem szereg historyjek związanych z moją książką. Oto trzy z nich:
1.    Kiedy nastolatek kupował drugi egzemplarz ucieszyłem się, że wśród młodzieży książka zdobywa popularność. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość zapytałem o cel zakupu – będąc przekonany, iż wyniknął on z chęci sprawienia komuś prezentu.
Okazało się jednak, że pierwszy egzemplarz zaniósł do szkoły, gdzie pożyczyła go nauczycielka, która chwilę potem pozostawiła książkę w pokoju nauczycielskim i to wystarczyło, by ktoś zdążył ją ukraść. Rozkwit czytelnictwa?
2.    Pewna Czytelniczka poprosiła mnie o dedykację na osobnej kartce. Nie często to robię, jednak w tym przypadku uzyskała moje pełne zrozumienie.
Otóż wcześniej dokonała zakupu mej książki poprzez jeden z popularnych portali aukcyjnych. Kierowała się przy tym opisem sprzedającego gwarantującego dedykację autora. I zapewne nigdy bym się o tym nie dowiedział ( jak o setkach innych ), gdyby nie okazało się, że dedykacja była, ale… napisana dla kogoś innego. Jak sobie przypomniałem, dedykowałem tamtą książkę kiedyś mojemu koledze z pracy, któremu podarowałem ten egzemplarz. Ot ludzkie, drugie życie powieści.
3.  W okresie wakacyjnym, w ciągu kilku dni, otrzymałem sporą ilość komentarzy czytelniczych. Zastanowiło mnie to, gdyż nieco wcześniej nie było żadnej promocji, konkursu, wieczoru autorskiego, czy też kiermaszu książkowego. Ale w gruncie rzeczy zrobiło mi się przyjemnie, że sprzedaż się rozwija.
Po tygodniu spotkałem się ze znajomym, który wrócił z wakacji. Zwierzył się mi, że przez połowę turnusu wciąż lało. A że wziął książkę dla nadrobienia zaległości w lekturze, szybko ją przeczytał i pożyczył  dalej. Wróciła do niego kiedy wyszło słońce. Był to rekord czytelniczy jednego egzemplarza, o którym wiem. W końcu reklama kosztuje. 
Marian A. Nocoń

niedziela, 3 lutego 2013

Aktualności.

Witajcie.
Jakiś czas temu zacząłem umieszczać na FaceBook-u mokropowiadania, z których pierwsze umieściłem na stronie autorskiej ( www.1ksiazka.eu ). Obiecuję, że nastepne też tam się znajdą.
     
    Na podstronie "ciekawostki" umieściłem filmik o mojej drugiej powieści. Miał wyjść w wersji rozszerzonej po wydaniu papierowym, ale życie jest trwardsze i na razie częściej czytam lub słyszę, że: "nie zmieściłem się na tegorocznej liście wydawniczej". Będę szukał innych dróg, bo już trzecia puka do drzwi.

Pozdrawiam
Marian Nocoń

piątek, 28 grudnia 2012

Scena

Wczoraj skończyłem autokorektę jednej z ważniejszych scen mojej kolejnej powieści. Zmieniłem nie tylko motywację bohaterów, ale i ubogaciłem ich przeżycia tak, by Czytelnicy mogli przeżyć z nimi ten moment znacznie silniej.
W międzyczasie, na FaceBook-u  umieściłem cztery mikroopowiadania, które niebawem przeniosę na blog.

niedziela, 11 listopada 2012

Nieraz dobrze być przegranym.

Poszedłem na lokalną imprezę szachową. Na miejscu dowiedziałem się, że będą rozgrywane metodą "każdy z każdym" w tzw. czasówce ( 5 min. ).
- Eechh - pomyślałem, bo nie lupię grać pod taka presją czasową. Potraktowałem to jako lekcję. A była tęgą, bo wciąż przegrywałem. Została ostatnia partia.
- No to przynajmniej wygram jedną honorowo. - postanowiłem.
Niestety i tą przegrałem.
Usiadłem obok ostatniego przeciwnika, aby trochę porozmawiać przed ogłoszeniem wyników i ...  wyszło, że piszę a rozmówca, że jest Wydawcą. Zapomniałem o porażkach. Wspólny kontakt osłodził  mi turniej :)
 

 

niedziela, 4 listopada 2012

Mnogość bytów.

Będąc kilka lat temu ( 2009 r.) na jednym z wieczorów autorskich, ktoraś z Czytelniczek zapytała młodego pisarza Daniela Odiję: czy może skomentować jeden z fragmentów intrygujących ją, w drugiej książce?
W odpowiedzi usłyszałem, że wprowadza swoisty "reset" zaczynając pisać kolejną i nie pamięta szczegółów.
Skończywszy wówczas swoją pierwszą powieść, zastanawiałem się jak to będzie ze mną i czy jest to zwykły unik - mający pozostawić każdemu czytającemu swoją wersję interpretacji?
Teraz, w trakcie pisania trzeciej, wprawdzie pozostawiłem swoich bohaterów wcześniejszych powieści, ktorzy teraz goszczą u Czytelników lub błąkają się po wydawnictwach - czekając na swój byt, jednak wciąż o nich pamiętam. Naturalnie bliżsa jest dla mnie aktualna trójka krocząca od strony do strony. Ale fajnie mieć tyle światów.

sobota, 3 listopada 2012

Preferencje czytelnicze.

Czy powieść w kilku tomach, to przerost formy nad treścią?
Spotykałem szereg Czytelniczek, które preferowały obszerne powieści - chcąc jak nadłużej pobyć z bohaterami.
Dlaczego zatem większość książek w księgarniach nie przekracza trzystu -czterystu stron?